sobota, 7 marca 2015

Wywiad z Weroniką Nowakowską

7 marca 2015 roku na pewno zapisze się w historii polskiego biathlonu. W biegu sprinterskim we wspaniałym stylu Wicemistrzynią Świata została Weronika Nowakowska, Krystyna Guzik była piąta, a Magdalena Gwizdoń siódma. To największy sukces w dotychczasowej karierze Weroniki, którą miałem okazję poznać podczas Uniwersjady Zimowej we włoskim Trentino. Wtedy ta sympatyczna zawodniczka zdobywała medal za medalem na studenckiej imprezie, wciąż jednak marząc o sukcesie w Soczi i bijąc się z myślami co dalej, jeśli się nie uda... W Soczi było blisko, ale jednak zabrakło tego jednego strzału... Mimo to Weronika nie poddała się, ciężko pracowała i w końcu zostało to nagrodzone. Warto być wytrwałym w dążeniu do osiągnięcia założonego celu, a to na pewno jeszcze nie koniec!


Weronika Nowakowska-Ziemniak z medalami Uniwersjady w Trentino

Weronika Nowakowska: "Cieszę się, że tu jestem!"

Zdobyła w Trentino dwa złote i dwa srebrne medale, co było nie tylko najlepszym wynikiem w naszej reprezentacji, ale na całej Uniwersjadzie. Nie żałuje, że tu przyjechała, choć wielu ją za to krytykowało. Teraz myśli tylko o Soczi. Kto? Biathlonistka Weronika Nowakowska-Ziemniak.

Michał Filarski: Wyjeżdżasz z Trentino zadowolona?


Weronika Nowakowska-Ziemniak: - Pewnie! Startowałam tutaj cztery razy, zdobyłam cztery medale – dwa złote i dwa srebrne, więc jestem bardzo zadowolona. Cieszę się, że dołożyłam swoje trzy grosze do tego wspaniałego dorobku naszej reprezentacji.


Cztery lata temu miałaś okazję startować już w Uniwersjadzie…


- Tak, Trentino to moja druga uniwersjada. Pierwszy raz byłam na takiej imprezie w Harbinie. Ale pamiętam, że przyleciałam tam prosto z Mistrzostw Świata w Korei i byłam trochę spóźniona, dlatego startowałam tylko w dwóch konkurencjach i zdobyłam jeden medal – brązowy. Od tego czasu nie miałam okazji, więc jest to mój drugi i zarazem niestety ostatni raz.


Jakie wrażenia z pobytu we Włoszech?


- Jestem bardzo podekscytowana, że mogę tu być. Jest zupełnie inaczej niż podczas Pucharów Świata. Jestem zrelaksowana i czuję duże wsparcie naszych sportowców. Rezultaty też są bardzo dobre, dlatego czuję się tutaj znakomicie.. Nigdy wcześniej nie miałam okazji być tutaj w Trentino i naprawdę bardzo się cieszę, że mam taką możliwość. Jest bardzo miło. Stadion i trasa były przygotowane bardzo dobrze, na najwyższym poziomie, zupełnie jak na Pucharach Świata. Również ludzie we Włoszech są bardzo mili. Zawsze przed śniadaniem idę sobie pobiegać i ludzie, którzy mnie przecież nie znali, pozdrawiali mnie, życzyli powodzenia. To było bardzo miłe.


A skąd w ogóle pomysł, żeby przyjechać na Uniwersjadę? W polskich mediach była spora dyskusja na temat startu Twojego i Moniki Hojnisz tutaj…


- Decyzja o naszym przyjeździe tutaj zapadła już w lipcu. Miałyśmy już wtedy świadomość, że będziemy musiały zrezygnować z jednego z Pucharów Świata, ale wydaje mi się, że szkoleniowo są to dla nas zawody trudniejsze nawet niż Puchar Świata. Tak naprawdę chodzi tutaj o zniesienie presji – jestem faworytem i mogę tutaj zdobywać tylko złote medale, a każdy inny wynik będzie odbierany jako porażka. Muszę przyznać, że nie do końca sobie z tym poradziłam. Już niedługo mamy Igrzyska, więc chyba bardzo dobrze, że trener w moim przypadku pracuje nad najsłabszym punktem, czyli umiejętnością zniesienia presji, co głównie wychodzi na strzelnicy. Uważam, że szkoleniowo super się stało, że jesteśmy tutaj, a przy tym wszystkim jest to fajny moment, żeby powiedzieć naszej uczelni AWF Katowice „dziękuję bardzo” za wsparcie, które miałam przez ostatnie cztery lata. Uczelnia wspiera nas na wszystkie możliwe sposoby, udostępnia nam swoje sprzęty, fizjologów, całą kadrę z różnych dziedzin, chociaż wiadomo, że najbardziej opieramy się na katedrze fizjologii i biochemii. Odważyłabym się nawet powiedzieć, że gdyby nie AWF Katowice to może nie prezentowałabym takiego poziomu jaki prezentuję. W związku z tym trudno mi zrozumieć tą całą dyskusję na ten temat, dlaczego my jesteśmy tutaj i wolimy reprezentować uczelnię, zamiast startować w Pucharze Świata. Myślę, że mało wnikliwi ludzie, którzy nie pytają, właśnie w ten sposób reagują, oceniają i to jest bardzo przykre. Natomiast ja uważam, że decyzja o przyjechaniu tutaj była pod każdym względem, szkoleniowym i takim czysto ludzkim, bardzo słuszna. Cieszę się, że tutaj jestem.



Można powiedzieć, że gdyby nie strzelanie to wyjechałabyś stąd z czterema złotymi medalami. Biegałaś znakomicie, Monika podobnie…

- No cóż… Można powiedzieć, że ja oddałam w swoim życiu na strzelnicy już bardzo wiele medali poczynając od Igrzysk Olimpijskich, a kończąc na mniejszych zawodach. Jest to na pewno mój słaby punkt i muszę nad nim cały czas pracować. Tutaj miałam do tego okazję, żeby zmierzyć się z presją, swoją psychiką i ze swoim strzelaniem.


Ale do Soczi jeszcze trochę czasu zostało…


- Ja uspokajam sama siebie, kibiców i dziennikarzy. Pamiętam przed czterema laty przed Vancouver była podobna sytuacja. Biegałam bardzo dobrze, choć na pewno nie tak dobrze jak w tej chwili, ale naprawdę na bardzo wysokim poziomie i strzelałam fatalnie. Tak było przez cały grudzień, przez cały styczeń i na dobrą sprawę pierwsze punkty Pucharu Świata udało mi się zdobyć w Anterselvie na trzy tygodnie przed Igrzyskami, a w samym Vancouver było już dobrze i to przez wszystkie biegi, bo i długi, i sztafeta, i dochodzenie. Strzelałam na dobrym poziomie przez całą imprezę i tak sobie myślę, że może podobnie jest w tym roku. Przyspieszyłam tempo biegu i jeszcze nie do końca potrafię to zgrać właśnie ze strzelaniem, które wymaga spokoju, relaksu, zatrzymania się. A ja w tym całym swoim pędzie czasami nie potrafię zatrzymać głowy na te trzydzieści sekund i też pędzę. Jest to trudne emocjonalnie do pogodzenia i ten kto uprawiał biathlon doskonale o tym wie. Potrzebuję startów, potrzebuję momentów stresogennych po to, żeby się nauczyć panować nad sobą. Jestem osobą bardzo aktywną, impulsywną, nieraz nawet nadwrażliwą. I wszystkie te moje cechy są dużym minusem, jeżeli chodzi o strzelanie. I o ile ten mój charakter może mi w jakiś sposób pomagać na trasie, czy w życiu, to w strzelaniu mi krótko mówiąc przeszkadza. Ale cóż, wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy nad sobą pracować. Mam świadomość, że jest to mój najsłabszy punkt i mam jeszcze ponad miesiąc, żeby się na tym skupić i dojść do odpowiedniego balansu, pomiędzy biegiem, emocjami, a spokojem, który muszę mieć w sobie na strzelnicy. Czasami musisz być jak kamień, nie czuć zupełnie nic i robić tylko to co do ciebie należy.
 

Dlaczego biathlon?

- Bo to jest najciekawsza zimowa dyscyplina, jaką znam i obok kolarstwa górskiego najpiękniejsza jaką mogłabym uprawiać.


Kiedy zaczęłaś?


- Zaczynałam od biegów narciarskich, a jak miałam 14 lat to dostałam do ręki karabin i od tego momentu, na dobrą sprawę, nie było mowy o powrocie do biegów (śmiech).


To już wiemy skąd to dobre bieganie. A nie myślałaś o powrocie do biegów? Niektórzy biathloniści z powodzeniem to łączą…

- Ja kocham biathlon. Jest to znacznie ciekawsza dyscyplina niż biegi, właśnie przez to, że jest tak nieprzewidywalny i czasem ktoś ze znaczną przewagą przybiega na ostatnie strzelanie i nagle z tego pierwszego miejsca spada na trzydzieste… To bywa bardzo bolesne, jeżeli jest się tą osobą, której się to przydarza. Mnie też się to zdarza (śmiech). Ale właśnie przez to biathlon jest ciekawy, jest emocjonujący. Atmosfera na Pucharach Świata jest niesamowita, dlatego ja sobie absolutnie nie wyobrażam bycia w biegach i tylko tam, choć nie powiem, chciałabym się sprawdzić kiedyś. Może w Mistrzostwach Polski… Przypomnieć sobie jak to jest biec bez tego zatrzymania na strzelnicy, móc skonfrontować swoją formę biegową z najlepszymi biegaczami. Chciałabym spróbować, ale zmiany dyscypliny absolutnie sobie nie wyobrażam i nie chciałabym. I to nawet, gdybym miała gwarancję, że tam będę regularnie w dziesiątce Pucharu Świata. I choć w biathlonie tylko bywam to nie zamieniłabym tego…

Był taki pomysł, żebyście wystąpiły w sztafecie biegowej w Soczi…

- Temat został już zamknięty. Nie wiem w ogóle skąd się wzięło to wszystko. Sam pomysł może i niegłupi, ale powiem szczerze, bardzo kibicuję naszym biegaczkom i mam nadzieję, że będą w bardzo dobrej formie całym zespołem w Soczi i tego im życzę. A po drugie Igrzyska są tak duża imprezą i jest tak wiele startów, że każdej z nas nie ma co dodatkowo obciążać. To się tak mówi, że to tylko 5 kilometrów, ale bądź co bądź jest to start na maksymalną ilość twoich możliwości w dany dzień. Nie wyobrażam sobie tak napakowanego terminarza.


Trudno połączyć karierę sportowca ze studiowaniem?


- Myślę, że taką najtrudniejszą rzeczą jest brak czasu. Spędzamy dużo czasu na zgrupowaniach i zawodach, więc nie mogę oczywiście być wtedy na zajęciach. Moja uczelnia daję mi szansę studiowania w moim własnym rytmie. W zimie nie mogę być na uczelni, ale po sezonie nadrabiam zaległości. Wykładowcy zawsze znajdują dla mnie czas i mogę wtedy zaliczać egzaminy. Jestem im za to bardzo wdzięczna.. AWF to moja druga uczelnia, wcześniej skończyłam Uniwersytet Wrocławski, gdzie również bardzo mi się podobało. Dlatego myślę, że po AWF-ie przyjdzie czas na kolejne studia… Bo jak już mówiłam jestem osobą, która nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, zawsze poszukuję nowych celów i w życiu, i w sporcie, i w studiowaniu. Jestem szczęśliwa, gdy mam co robić, dlatego zawsze staram się coś znaleźć. Dlatego, tak jak mówiłam, gdy skończę studia, spróbuję znaleźć sobie coś nowego. To jest tak, jak z nauką języków. Kiedy zaczęłam się uczyć angielskiego, coraz bardziej się poprawiałam i w końcu zdecydowałam, że chciałabym nauczyć się rosyjskiego. Kiedy potrafiłam się dogadać w tym języku, przyszedł czas na kolejne. Teraz uczę się włoskiego. Jestem osobą, która cały czas szuka sobie nowych celów i stara się je realizować.


Zatem jakie są Twoje cele na Soczi?


- Uniwersjada to dla mnie taki ostatni sprawdzian przed Soczi. Staram się wchłaniać tą dobrą atmosferę, jaka tu panuje, ale zarazem pozostaję skoncentrowana na moich celach, którymi są Igrzyska Olimpijskie w Soczi. W Soczi moim największym marzeniem jest pobicie wyniku z Vancouver, czyli piątego miejsca… Chciałabym zdobyć medal, wiadomo wszyscy po to przyjeżdżają, nie jestem jedyna i dobrze o tym wiem. Ale to jest moje marzenie, mój cel i jeśli go osiągnę będę bardzo szczęśliwa. Na pewno dam z siebie wszystko, a co z tego wyjdzie? Zobaczymy…


Będziemy trzymać kciuki!


Rozmawiał w Predazzo: Michał Filarski


Wywiad (przeprowadzony 20 grudnia 2013 r.) ukazał się w Akademickim Przeglądzie Sportowym (nr 01/2014)

PS. To pierwszy wpis na moim blogu, na którym będę publikował wywiady z różnymi ciekawymi ludźmi sportu i nie tylko, zawsze widziane kieleckim okiem...